Wielka afera kredytowa w Staszowie. Usłyszy o niej cała Polska !

pieniadze1-1Dwa lata po wielkiej aferze kredytowej w Staszowie w województwie świętokrzyskim, a do sprawiedliwości bardzo daleko. Nikt nie poniósł żadnych konsekwencji a poszkodowani boją się cokolwiek powiedzieć. Czy są zastraszani ? W poniedziałek o staszowskim przekręcie usłyszy cała Polska.

Po niemal dwóch latach od wybuchu wielkiej afery kredytowej w Staszowie głównym architektom piramidy finansowej nie spadł przysłowiowy „włos” z głowy. Po drugiej stronie są ludzie, którzy mają do spłaty po kilkadziesiąt tysięcy złotych, tytułem kredytów, których nigdy nie widzieli na oczy. – Gdzie jest sprawiedliwość? – pytają.
Na przełomie czerwca i lipca 2011 roku w Staszowie gruchnęła wiadomość o wielkim finansowym przekręcie. Opisaliśmy go szeroko w „Relaksie” Echa Dnia. Miał on polegać na wyłudzaniu kredytów na konkretne osoby bez ich wiedzy. Główny ciężar win spadł na dwie osoby. Jedną z nich była pracownica Urzędu Skarbowego w Staszowie, która prawdopodobnie kradła dane osobowe swoich petentów i na tej podstawie wyłudzała w zaprzyjaźnionym punkcie kredytowym pokaźne sumy. Procent nie miał znaczenia.

DWA LATA PO AFERZE. LUDZIE DALEJ W STRACHU

Dlaczego po dwóch latach piszemy o tym nadal w trybie przypuszczającym? Bo do dziś śledczy nie są w stanie postawić głównym autorkom przekrętu, choćby jednego zarzutu. – Tutaj nie chodzi o to, aby postawić jakikolwiek zarzut – bronią się prokuratorzy, ale pokrzywdzeni mają nieodparte wrażenie, że prawo ich nie broni. Co więcej, do dziś chowają twarz i nie chcą aby w jakikolwiek sposób opublikowane dane mogły je zidentyfikować. Dlaczego?  – Nie chcemy mieć problemów. Już po tamtym materiale mieliśmy wiele nieprzyjemnych rozmów – mówią. Okazuje się bowiem, że cios padł z najmniej oczekiwanej strony, od członków najbliższego kręgu znajomych i rodziny. To boli podwójnie…

Tylko w ciągu ostatniego tygodnia z rozmowy z nami zrezygnowało kilka osób. Mają świadomość, że upływający czas działa zdecydowanie na ich niekorzyść. Wiedzą, że banki mimo zawieszenia windykacji kredytów i pokaźnych odsetek nadal mają na oku „swoje” pieniądze. Wystarczy tylko, że podpis na wniosku kredytowym jest oryginalny i procedura zostanie odwieszona. Okazuje się, że jest to możliwe, bo poszkodowani podpisywali różne dokumenty. Dziś nie są w stanie określić czy nie były to przypadkiem czyste kartki.

ZARZUTY W WĄTKACH POBOCZNYCH. TAKA TAKTYKA

Od chwili, gdy do naszej redakcji zgłosiły się pierwsze poszkodowane osoby sprawa wydaje się stać w martwym punkcie. Próba znalezienia odpowiedzi na pytanie jak do tego doszło jest nadal zagadką. Swojej wiedzy nie ujawniają  bowiem śledczy z Prokuratury Okręgowej w Kielcach ograniczając się jedynie do zapewnienia, że osoby odpowiedzialne za całą aferę poniosą konsekwencje swoich czynów. Skąd ta pewność, skoro na głównych podejrzanych nie ciąży ani jeden zarzut? – Nie mogę zdradzić szczegółów śledztwa. Zarzuty w tej sprawie postawiono siedmiu podejrzanym w październiku ubiegłego roku i w marcu tego roku. Dotyczą one oszustw, podrabiania dokumentów i poświadczania nieprawdy w dokumentach – mówi Sławomir Mielniczuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

I dodaje, że taka jest taktyka śledztwa. – Nie chodzi o to, aby postawić jakikolwiek zarzut. To moglibyśmy zrobić już na początku śledztwa i wtedy sąd odrzuciłby naszą argumentację – przekonuje Mielniczuk.

BANKI DAŁY TYLKO 800 TYSIĘCY, BO 130 WNIOSKÓW NIE PRZESZŁO

W kręgu zainteresowań prokuratury okręgowej, która bada sprawę jest kilkadziesiąt kredytów na sumę ponad 800 tysięcy złotych. Im głębiej sięgają śledczy tym więcej informacji mają do zweryfikowania. W kręgu zainteresowań jest też ponad 130 wniosków kredytowych, które złożono w różnych bankach, ale odmówiono przyznania pieniędzy. – To jest naprawdę bardzo żmudna praca, którą musimy wykonać. Wszystko trzeba sprawdzić, bo nie wykluczone, że nie wszystkie osoby czy też podmioty zgłaszające się jako pokrzywdzeni, mają rzeczywiście taki status – tłumaczy.

Dziś w kręgu pokrzywdzonych są 45 podmioty (osoby cywilne, oraz instytucje finansowe). Do kręgu pokrzywdzonych chcą też siebie włączyć przedstawiciele firm, które wystawiały fałszywe zaświadczenia o zarobkach i zatrudnieniu. – W momencie, kiedy na moją osobę brano kredyty byłam bezrobotna. Jaki bank może dać ponad trzydzieści tysięcy złotych bezrobotnemu? Żaden. Ale okazało się, że pracowałam jako główna księgowa w jednej z firm i zarabiałam porządne pieniądze – mówi Monika. O swoich kilku kredytach dowiedziała się przypadkiem. W sumie ma do oddania ponad sto tysięcy złotych. Egzekucję zawieszono, ale to tylko kwestia czasu, kiedy banki zaczną upominać się o swoje. Kobieta liczyła na pomoc samych instytucji, chciała zobaczyć umowy, które miała podpisać. Tylko jeden z trzech banków przysłał jej kopię umowy kredytu.

POSZKODOWANI: A MOŻE TO MY JESTEŚMY OSZUSTAMI?

Andrzej też miał lewe papiery z jednej z firm budowlanych  Staszowie. Numer telefonu i adres są już dawno nieaktualne. Właściciele firmy zmienili siedzibę i na starych „śmieciach” nikt ich nie widuje. Ludzie widzą, co się dzieje i są zbulwersowani. – To jest jedna mafia. Jeszcze chwila i się okaże, że to ja jestem winny. Czas tym paniom się przydał, bo podejrzewam, że zdążyły wszystko już dokładnie wyczyścić. Leczenie w Morawicy i sprawa załatwiona. Właśnie po to były te dwa lata czekania na dogodny moment. Teraz nic im nie będzie można zrobić, a my będziemy musieli spłacać te pieniądze. To jest chore – denerwuje się mężczyzna.

Rozmawiamy przez chwilę z innymi poszkodowanymi. Starsze małżeństwo ze Staszowa, które poręczyło kredyt zaciągnięty przez jedną z głównych podejrzanych jest dziś na skraju załamania nerwowego. Jako poręczyciele zostali zobowiązani do spłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych kredytu. Ale dziś są na skraju załamania. – Wszystko, co płaciłam poszło na komornika. Dziś chcą nam zabrać mieszkanie – mówi z płaczem kobieta.

Umawiamy się z kilkoma innymi osobami, ale mimo pierwotnego potwierdzenia spotkania w cztery oczy, rezygnują. Podają różne przyczyny. Czy są zastraszane?. Nie odpowiadają na to pytanie. Dowiadujemy się od nich, że autorki skandalu chodzą dziś z podniesionymi głowami.
Kredytowy przekręt pokaże telewizja
Historią kredytowego przekrętu z 2011 roku zainteresowali się producenci realizujący cykl programów „Prawdziwe Życie” na zlecenie Programu 1 Telewizji Polskiej. Kilka dni temu ekipa telewizyjna nagrywała w Staszowie materiał do najbliższego odcinka, również z naszym udziałem. Zostanie on wyemitowany w najbliższy poniedziałek 3 czerwca o godzinie 18.40 na antenie „jedynki”. – Mam nadzieję, że poprzez pokazanie tego schematu działania ustrzeżemy innych przez popełnieniem podobnego błędu i przyspieszymy odrobinę działanie wymiaru sprawiedliwości. Historia przyznaję, jest niewiarygodna – mówi Wojciech Wójcik z Multimedia Bank, którego ekipa nagrywała materiał w Staszowie.

Comments are closed