Akcja „Burza”

Nadchodzą żniwa 1944 r. Ludzie z trwogą pracują w polu. W powietrzu zaobserwować można wzmożony ruch samolotów niemieckich. Drogi dojazdowe do Bogorii wypełnione są pojazdami wojskowymi. Okoliczne wioski penetrują żołdacy ukraińscy armii Własowa. Żołnierze ci dopuszczają się haniebnych czynów: gwałtu, rabunku, pacyfikacji.

Miejscowe placówki Batalionów Chłopskich stają w obronie ludności wiejskiej. Dochodzi do konfrontacji, tak jak w Grzybowie. W odwet własowcy podpalają kilka zabudowań. W nocy widoczne są łuny pożaru na wschodzie. W dzień słychać odgłos zbliżony do wyładowań atmosferycznych. Widoczna czarna chmura zbliżała się w naszym kierunku. Początkowo ludzie myślą, że to wielka „burza”, okazało się jednak, że to „burza” wojskowa. Wojna i front. Wojska Armii Czerwonej przełamują linię oporu niemieckiego w okolicach Baranowa Sandomierskiego i tworzą przyczółek na lewym brzegu Wisły. Prowadzą zacięte boje o utrzymanie i rozszerzenie przyczółka, który nazywano „barankiem”.

Sytuacja na frontach zmienia się jak w kalejdoskopie. W czasie gdy Armia Czerwona dociera pod Warszawę, w Lublinie powołany zostaje do życia nowy rząd, tzw. PKWN 22 lipca 1944 r. wydaje on manifest do narodu. Komenda Główna Armii Krajowej wydaje rozkaz rozpoczęcia akcji „Burza”. 1 sierpnia 1944 r. wybucha powstanie warszawskie.

Również w inspektoracie sandomierskim przystąpiono do akcji „Burza”. Rozpoczęto formowanie 2 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej. Na dowódcę wyznaczono majora Kruka – Antoniego Wiktorowskego. W Rybnicy rozpoczęto formowanie pułku, który miał wejść w skład 2 Dywizji Piechoty Legionów AK. Zgodnie z rozkazem pułkownika„Mieczysława” Jana Zientarskiego, Komenda Okręgu Radomsko-Kieleckiego, dowództwo 2 Dywizji Piechoty Legionów Armii Krajowej obejmuje płk. „Lin” Antoni Żółkiewski. Rejon koncentracji to teren Gór Świętokrzyskich. Druga dywizja ma wykonać w czasie akcji „Burza” zadanie specjalne.

A oto niektóre epizody, fakty, wydarzenia, które działy się na tym terenie w owych dniach pamiętnego lata 1944 r. Rybnica – 29 lipca 1944 r. – koncentracja 2 Dywizji Piechoty Legionów AK Ziemi Sandomierskiej i wymarsz w Góry Świętokrzyskie, od 30 lipca do 2 sierpnia 1944 2 DP Leg. AK kwaterowała w Małej Wsi, Buczynie i Wysokach Dużych. Siedziba sztabu znajdowała się w dworku w Małej Wsi u państwa Wiktorowskich. Tu powstał plan działania jednostki w czasie akcji „Burza”. Stąd wychodziły rozkazy do poszczególnych pododdziałów, tu przyjmowało się meldunki z terenu i uzupełniało stany osobowe. Stąd wysyłany był zwiad konny w rejon Barda i Zbelutki i w rejon koncentracji 2 Dywizji Piechoty Legionów AK.

1 sierpnia dotarła wiadomość o wybuchu powstania w Warszawie. Wiadomym już było, że 2 Dywizja Piechoty Legionów Armii Krajowej pójdzie na pomoc walczącej stolicy. Żołnierze przyjęli tę wiadomość z entuzjazmem. Czas naglił. Zbliżał się front. Należało szybko dotrzeć do rejonu koncentracji dywizji.

Przed wymarszem kapelan pułkowy „Szkarłatny Kwiat” odprawił mszę dla żołnierzy w kościele św. Jerzego w Szczeglicach. Było to wielkie przeżycie dla żołnierzy AK i mieszkańców Szczeglic. Część pododdziałów przemieściła się do miejsca koncentracji zgodnie z planem, przez Miłoszowice, Gorzków, Ceber, Niemirów, Bardo i Zbelutkę. Tuż przed wymarszem w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 r. „Jędrusie” w sile dwóch plutonów postanowili urządzić oddziałom niemieckim w Bogorii tzw. „zieloną noc”, licząc na to, że uda im się działając z zaskoczenia zdobyć odpowiednią ilość broni. Wypad nie powiódł się, w wyniku czego ucierpiała tylko ludność cywilna.

Od wczesnych godzin rannych Niemcy aresztowali ludzi w Bogorii. Niewinnych zamykali w remizie strażackiej, przygotowując kanistry z benzyną. Dowódca oddziału niemieckiego oświadczył zakładnikom: „Jeśli do godziny 12.00 padnie chociażby jeden strzał od bandytów, daję rozkaz podpalenia remizy z zakładnikami”.

Bogoria przeżywała „sądny dzień”. Wśród zakładników zamknięty był również proboszcz tutejszej parafii ksiądz Piętak, który powiedział: „Zważcie na mój wiek i siwy włos – oświadczam, że to nie byli bandyci, ci ludzie są niewinni”. Niemcy na wszelki wypadek wezwali pomoc ze Staszowa i Opatowa. Przygotowywali się do akcji. Napięcie rosło. Wszyscy oczekiwali co będzie dalej. Oddziały 2 DP Leg. AK były już w tym czasie w rejonie koncentracji. Na miejscu pozostały jedynie miejscowe placówki AK. Jednym z takich lisów był Władysław Dudek z Grzybowa, weteran wojny polsko-bolszewickiej, dowódca placówki Armii Krajowej w Grzybowie. Temu człowiekowi należy się wielkie uznanie za ocalenie zakładników w Bogorii.

W czasie gdy zakładnicy w Bogorii czekali na wystrzał „bandytów” Dudek dowiedział się o całym zajściu od „Jędrusiów”. Wiedział również o tym, że Niemcy planują podpalić remizę z zakładnikami. Czas naglił. 3 sierpnia 1944 roku pomiędzy godziną 8 a 9 rano pojawiła się w Pęcławicach Górnych brygada czołgów (6 czołgów + 1 tankietka) Armii Czerwonej. Czołgiści zaprosili młodych chłopców, aby siadali na czołgi, wskazując im drogę do Wysok Dużych. Warkot czołgów zwabił gapiów z okolicznych wiosek na trasie Pęcławice – Wysoki Duże. Czołgiści zatrzymali się na krótki odpoczynek w Wysokach Dużych, aby nabrać oddechu i ruszyć dalej w drogę do punktu docelowego, którym był „Wygiezłów”. Zadaniem ich było zablokowanie drogi wojskom niemieckim na trasie Opatów – Staszów.

W tym czasie zjawił się w Wysokach Dużych Władysław Dudek. Witał czołgistów staropolskim obyczajem i przedstawił dowódcy brygady czołgów sytuację w Bogorii. W całej wsi panowała radość i podniecenie – „Nareszcie będziemy wolni”. Z ościennych wiosek przybyło bardzo dużo ciekawych, żeby zobaczyć „wyzwolicieli”. Żołnierze zmęczeni prosili o mleko, chleb itp. Czym chata bogata mieszkańcy częstowali czołgistów. Napięcie rosło, samoloty zaczynały lustrować teren, zrobiło się niebezpiecznie. Bardziej przezorni opuścili wioskę. Czas naglił.

Zbliżała się godzina 11.00, zapadała decyzja: atakujemy Bogorię. Dowódca brygady dokonał ostatnich czynności: losowania stanowisk bojowych. Czołgi wyruszyły na swoje stanowiska. Na czołg wsiadł również, jako przewodnik, W. Dudek. Czołgiści zapewniali „Kagda ubijem germańców – wypijem zdieś gorełku”. Ciekawscy wyszli na wzgórze, aby zobaczyć przebieg bitwy. Samoloty niemieckie obniżały swój lot i z karabinów maszynowych zaczynały atakować ludność cywilną i kolumnę pancerną. Dwa czołgi, które dotarły do Moszyna zajęły stanowiska ogniowe. Jeden z czołgów na Górach Moszyńskich oddał pierwsze strzały na Bogorię. Czołg został zaatakowany przez samoloty i artylerię niemiecką stacjonującą w Bogorii. Zaczął płonąć, załoga wycofywała się do drugiego czołgu, który zabezpieczał płonący. Jedynie dowódca pozostał na miejscu i został schwytany przez Niemców. Hitlerowcy bardzo znęcali się nad czołgistą. Przywiązali go na linie do swojego czołgu i ciągnęli w stronę Bogorii, a następnie zamordowali. Zwłoki jego pochowane zostały na miejscowym cmentarzu. Czołg radziecki wycofał się na Podlesie. Dwa pozostałe czołgi udały się do Buczyny i Wiktorówki.

W tym czasie dowódca załogi niemieckiej w Bogorii zwolnił zakładników. Wezwał na pomoc jednostki z Opatowa i Staszowa. Rozpoczęła się prawdziwa bitwa.

Czołg na Wiktorówce został uszkodzony przez samolot i powrócił do bazy w okolice Smerdyny. Dwa pozostałe czołgi, pozorując siłę Armii Czerwonej, kursowały przez cały dzień i całą noc na trasie Grzybów – Miłoszowice i Gorzków – Szczeglice.

4 sierpnia, około godziny 14.00 pojawili się czerwonoarmiści w sile jednej kompanii, zajmując stanowiska ogniowe na polach w Małej Wsi i podejmując walkę z niemieckimi wojskami. Walka trwała około jednego kwadransa. Rosjanie wycofali się z zajętych pozycji i przemieścili się w kierunku Wolicy, gdzie zajęli dogodniejsze pozycje. Żołnierze niemieccy wsparci przez czołgi i artylerię rozszerzyli swój zasięg działania o Wysoki Duże, Wysoki Średnie oraz Wysoki Małe, docierając do Wolicy. Przez kilka dni trwała walka o Kapią Górę. Teren obecnej gminy Bogoria w tym dniu był istnym poligonem wojennym, na którym toczyli walki żołnierze Wermachtu, Armii Czerwonej i Armii Krajowej. Dobitnym tego przykładem może być bitwa pod Cebrem stoczona w dniach 4 i 5 sierpnia 1944 r. Była to jedna z ważniejszych bitew zwycięskich na szlaku bojowym 2 Dywizji Piechoty Legionów Armii Krajowej. O tej bitwie wspominają uczestnicy tej akcji Michał Mandziara „Siwy”Witold Józefowski „Miś” w swej książce pt. „Ceber – wspomnienia z bitwy pod Cebrem”.

Zbliżała się godzina 11.00, zapadała decyzja: atakujemy Bogorię. Dowódca brygady dokonał ostatnich czynności: losowania stanowisk bojowych. Czołgi wyruszyły na swoje stanowiska. Na czołg wsiadł również, jako przewodnik, W. Dudek. Czołgiści zapewniali „Kagda ubijem germańców – wypijem zdieś gorełku”. Ciekawscy wyszli na wzgórze, aby zobaczyć przebieg bitwy. Samoloty niemieckie obniżały swój lot i z karabinów maszynowych zaczynały atakować ludność cywilną i kolumnę pancerną. Dwa czołgi, które dotarły do Moszyna zajęły stanowiska ogniowe. Jeden z czołgów na Górach Moszyńskich oddał pierwsze strzały na Bogorię. Czołg został zaatakowany przez samoloty i artylerię niemiecką stacjonującą w Bogorii. Zaczął płonąć, załoga wycofywała się do drugiego czołgu, który zabezpieczał płonący. Jedynie dowódca pozostał na miejscu i został schwytany przez Niemców. Hitlerowcy bardzo znęcali się nad czołgistą. Przywiązali go na linie do swojego czołgu i ciągnęli w stronę Bogorii, a następnie zamordowali. Zwłoki jego pochowane zostały na miejscowym cmentarzu. Czołg radziecki wycofał się na Podlesie. Dwa pozostałe czołgi udały się do Buczyny i Wiktorówki.

W tym czasie dowódca załogi niemieckiej w Bogorii zwolnił zakładników. Wezwał na pomoc jednostki z Opatowa i Staszowa. Rozpoczęła się prawdziwa bitwa.

Czołg na Wiktorówce został uszkodzony przez samolot i powrócił do bazy w okolice Smerdyny. Dwa pozostałe czołgi, pozorując siłę Armii Czerwonej, kursowały przez cały dzień i całą noc na trasie Grzybów – Miłoszowice i Gorzków – Szczeglice.

4 sierpnia, około godziny 14.00 pojawili się czerwonoarmiści w sile jednej kompanii, zajmując stanowiska ogniowe na polach w Małej Wsi i podejmując walkę z niemieckimi wojskami. Walka trwała około jednego kwadransa. Rosjanie wycofali się z zajętych pozycji i przemieścili się w kierunku Wolicy, gdzie zajęli dogodniejsze pozycje. Żołnierze niemieccy wsparci przez czołgi i artylerię rozszerzyli swój zasięg działania o Wysoki Duże, Wysoki Średnie oraz Wysoki Małe, docierając do Wolicy. Przez kilka dni trwała walka o Kapią Górę. Teren obecnej gminy Bogoria w tym dniu był istnym poligonem wojennym, na którym toczyli walki żołnierze Wermachtu, Armii Czerwonej i Armii Krajowej. Dobitnym tego przykładem może być bitwa pod Cebrem stoczona w dniach 4 i 5 sierpnia 1944 r. Była to jedna z ważniejszych bitew zwycięskich na szlaku bojowym 2 Dywizji Piechoty Legionów Armii Krajowej. O tej bitwie wspominają uczestnicy tej akcji Michał Mandziara „Siwy”Witold Józefowski „Miś” w swej książce pt. „Ceber – wspomnienia z bitwy pod Cebrem”.

W 1991 r. w miejscu stoczonej bitwy wzniesiony został pomnik. To właśnie tutaj od kilku już lat Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej – Koło Sandomierz organizuje uroczystości związane z akcją „Burza” i rocznicą bitwy pod Cebrem. W tym roku z okazji 58. rocznicy Akcji „Burza” uroczystości w Cebrze odbyły się 21 lipca. Pisząc o tym należy wspomnieć, że pomnik w miejscowości Ceber jest jedynym pomnikiem w Polsce, na którym widnieją tablice poświęcone żołnierzom Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich.